Zum Inhalt springen


…chciałbym wam coś opowiedzieć… - Wszystkie podobieństwa do osób oraz wydarzeń istniejących w rzeczywistości jest niezamierzone i zupełnie przypadkowe.


16 lipiec 2008

W Szwajcarii było…

fajnie z małym wyjątkiem: utwierdziłem się w moim przekonaniu, że Włosi nie potrafią przyrządzać mięsa. Stwierdziłem to już za moich czasów w Gladbeck, a w Heppenheim (za wyjątkiem Pizzerii Antonia) się to potwierdziło. Danie, które dostałem w Fribourgu, kurczak z grilla z rozmarynem… przeszło jednak moje najczarniejsze oczekiwania. Ten kawałek mięsa, wyrwanego z kurzej piersi smakował za… hmmm… za… no nie wiem za czym. Ani to rozmaryn, ani też inna przyprawa… soli też nie było… smakowało za… no za… wiem! wiem! wiem: za spalonym mięsem. Suchutkie, twardziutkie, czarne z dołu, czarne z góry, ot na grillu smażone właśnie przez Włocha. Brrrrr… nigdy więcej do pizzerii na mięsko!!!

A poza tym szkolenie było długie i stosunkowo męczące. Co je trochę utrudniło był język prowadzącego. Moja firma należy do „francuskich” Szwajcarów i szkolenie było oczywiście w 90% prowadzone po francusku. Na szczęście znam co nie co hiszpański i angielski (techniczny), plus bardzo dobre władanie polskim i niemieckim, pomogły mi przeskoczyć tę małą przeszkodę. Program dostałem i od dwóch dni pracuję z nim. W zasadzie jest to intensywne ćwiczenie, ale klienci czekają na wyniki, więc nazywam to pracą.